martes, 31 de enero de 2017

Early Bird i mewy PSY Gaviotans

Early Bird i mewy PSY Gaviotans

Dzwony w starym mieście lub w rękach zegarem
Godzina ósma rano, jak zwykle, nie uciekają mewy i
Gaviotans mężczyźni, niezależnie od panującego mrozu, deszczu Southwest,
ani słodka ciepła wewnątrz wszystkich dobrych kawiarni, które ich czekają.

Os siedzą na krzesłach, które towarzyszą kilka tabel z gorącą kawą,
bez encuenta zimno rano, słońce lub gęstej mgły ... którym jego
ciało było odporne na meteorologías rok, niektórzy ignoranci i mewy
jak zawsze, nie daleko stamtąd najbardziej ignorantem mężczyzna mewy tertuliaban.

Od końca doku do centrum mojej pięknej miejscowości,
Codziennie widział uzależnionych i paląc papierosa rano, a niektóre
saner, pozostawały pod delikatnym ciepłem, że po drzwiach
ekspresy do kawy oraz ogrzewanie ogrzewanie ich zimny.

Nigdy nie mogłem zrozumieć, ale mogę sobie wyobrazić, że sprawność
ignorantami mew i trwałe stałą uniku złą pogodę
zima przyniosła zimny deszcz i mokry wiatr,
wulkany, które ich ciała były nie do zniesienia ciepła.


Niektórzy tłumaczą to jako dowód błędnego wprowadzonego w swojej macierzystej,
papieros, ale, znając mojego niezrozumienia
Zastanawiałem się ... co nie może wyjść na zewnątrz, gdy chcą chcą
połykać, że biały dym wypełniający płuca po zabójcze zimno ...?

Wszystko było bezużyteczne widząc te gazety i chłodzi znaków
że chociaż byli doświadczeni marynarze wzburzonym morzu,
je w roli gospodyń domowych, zażądał jego obecność, taką samą równość
poza tym, że były to samce mewy mewy i nazwali siebie.

Po kilku godzinach, gdy słońce w południe zaprosił ich do chodzenia,
Ja pamiętam te wczesnych godzin codziennego wschodu
widząc je na otwartej przestrzeni, a nie leczenia normalnych ludzi,
Zrobiłem je porównać z dziwnymi samce mewy i stracił Gaviotans

  LAS GAVIOTAS Y LOS TEMPRANEROS MACHOS GAVIOTEROS

Suenan en las viejas Campanas del Pueblo ó en las manecillas de un reloj
las 8 en punto de la mañana y como todos los días, allí acuden gaviotas y
machos gavioteros sin importarles la helada reinante, la lluvia del Suroeste,
ni el dulce calor que hay dentro de todas las buenas cafeterías que les esperan.

Sentadas-os sobre las sillas que acompañan a varias mesas con un caluroso café,
sin tener encuenta al frío mañanero, al Sol o a la espesa niebla ... cual su
cuerpo fuera inmune a las meteorologías del año, unas ignorantes gaviotas y
como siempre, no lejos de allí más ignorantes machos gaviotas se tertuliaban.

Desde el final del Muelle, hasta el centro de mi bello Pueblo,
cada día los veía fumar su enviciado y mañanero cigarrillo, mientras algunas
más sensatas, permanecían bajo el suave calor que tras la puerta de entrada
las máquinas del café y la calefacción les calentaba del duro frío.

Nunca pude comprender pero sí me podía imaginar aquella aptitud
de las ignorantes gaviotas, sorteando y soportando las constantes inclemencias
del tiempo en invierno que traían la lluvia fría y el viento húmedo,
cual sus cuerpos fueran volcanes de insoportable calefacción.


Algunos lo explicaban como el justificante vicioso introducido en su Alma,
de fumarse un cigarrillo, pero yo, ignorante de mi incomprensión
me preguntaba ... ¿ y no pueden salir a la calle cuando desear quieran
tragarse ese blanco humo que llena sus pulmones de posteriores fríos mortales...?

Todo era inútil viendo a aquellos diarios y enfriados personajes
que si bien ellos eran curtidos marineros de bravos mares,
ellas en su faceta de amas de casa, exigían con su presencia, la misma igualdad
salvo que ellas eran gaviotas y ellos machos gaviotas se hacían llamar.

Pasadas varias horas, cuando el Sol de mediodía les invitaba a pasear,
me hacían recordar aquellas primeras horas  del diario amanecer
cuando al verlos a la intemperie, en vez de considerarlos normales personas,
me hacían compararlos con extrañas gaviotas y perdidos machos gavioteros

No hay comentarios:

Publicar un comentario